22sieW niewoli posiadania
W niewoli posiadania

W dzieciństwie chodziło o jedno - o to, żeby MIEĆ. 

Mieć nowy samochodzik, hulajnogę, hamak, rower taki jak Wojtek, komputer, bo wszyscy w klasie już mają. Ważne, żeby jeździć na wycieczki, przywozić pamiątki i nie odstawać od kolegów/koleżanek.

Później, im człowiek rósł tym MIEĆ nabierało nowego znaczenia. Było symbolem zaradności. Skoro miałeś tzn., że byłeś w stanie znaleźć na to pieniądze. 

Nauczyliśmy się, że MIEĆ jest czymś fajnym. Dlatego w swoim życiu większość osób do tego zmierza. Mieć samochód, mieszkanie/dom, nowy komputer, tablet, smartfon, modny wystrój mieszkania, itd. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zaczęliśmy zarastać rzeczami. Kiedy one zdominowały nasze życie, kiedy przejęły nad nim kontrolę.

Collect moments, not things.

Niby cieszymy się, kiedy udaje nam się kupić to, o czym marzyliśmy. Lubimy się tym chwalić i to eksponować. A później patrzymy na ludzi, którzy porzucili wszystko i podróżują po świecie. I nagle im zazdrościmy - nie wiedzieć czemu. Może wolności? 

Ostatnie dwa lata bardzo przyglądałam się temu tematowi. Ja sama uważałam się za chomika. Lubiłam mieć swoje, zawsze wtedy, kiedy tego potrzebuję. Lubiłam mieć "na zapas", żeby nie musieć się stresować, gdy coś się zepsuje. Lubiłam mieć wszystkie ważne rzeczy obok mnie, pod ręką.

I zarosłam rzeczami.

Przeprowadzałam się w życiu wiele razy. I zawsze wyglądało to niemal jak ze średniowiecznych kronik: niczym rycerz, który jeździ po świecie z całym swym dobytkiem. Mnóstwo kartonów, "przyda-si" i "mega-niezbędnych-rzeczy". Bo a nóż kiedyś będą potrzebne. I za każdym razem, za każdą przeprowadzką było to samo. Mnóstwo czasu przeznaczonego na pakowanie, później jeszcze więcej na szukanie dla tego miejsca i staranie się uzyskać jakąkolwiek sensowną ergonomię przestrzeni. A, że w moim życiu jest kilka dziedzin zawodowych, więc i analogicznie więcej "niezwykle-potrzebnych-rzeczy". I za każdym razem przegląd i usuwanie tego, co niepotrzebne. I tak kilka razy mniej, niż powinnam. Ale to wiem dopiero teraz.

W moim życiu było kilka momentów, które skłoniły mnie, aby zastanowić się nad sensem posiadania głębiej. Dzięki temu, zrozumiałam, że:

  • posiadanie wielu rzeczy uziemia.

Po pierwsze - o wiele trudniej się przeprowadzić. :) I choć to brzmi zabawnie i jest oczywiste to niesie za sobą wiele konsekwencji. Chcąc skorzystać z wielu zawodowych szans i okazji - własny kąt i te wszystkie graty są jak kotwica, która uziemia. Jest tyle tego, trudniej to zostawić, strach wyjechać na dłużej. Trzeba kogoś obarczać, aby doglądał do Twojego dobytku. Przez ten ogrom rzeczy wyjazd na rok-dwa do innego kraju wydaje się o wiele trudniejszy, niż jest w istocie. 

  • rzeczy odbierają gotówkę, którą można by przeznaczyć na coś zupełnie innego.

Truizm? A prowadzisz kalkulację swoich wydatków? To zsumuj wszystkie zakupy z kategorii "nie było mi potrzebne, ale mam" i zobacz, ile wyjazdów i przygód mogłeś za to przeżyć? Większość ludzi, z jakimi rozmawiam chce podróżować, ale ciągle tłumaczą się tym, że nie maja pieniędzy. Tylko jakim cudem mają wciąż nowe ciuchy, kosmetyki i gadżety do telefonu? Swoją drogą - podróżowanie jest kilka razy tańsze, niż się wydaje. Nie jeden blog już na ten temat powstał. Moja ostatnia, wielka podróż też mi to kolejny raz uświadomiła. Jeśli nie chcesz podróżować - niewydane pieniądze to super kapitał na inwestycje. Gdybym nie dysponowała gotówką na inwestycje pewnie w życiu bym nie była teraz tu, gdzie jestem.

  • rzeczy generują rzeczy.

Świat jest teraz tak skonstruowany, aby kupować. Kupować, kupować i kupować. Wydaje się to znów oczywistą sprawą. Ale przyjrzyj się swoim zakupom. Zobacz, jak to zostało skonstruowane. Kupujesz sprzęt do kuchni, który ma zaoszczędzić Twój czas i pieniądze. Ale on potrzebuje specjalnego dodatku, abyś mógł go używać. Nie możesz go normalnie umyć, bo musisz kupić inny płyn i wysuszyć inną ściereczką. W ten sposób "dostajesz" w gratisie kilka innych rzeczy. Żeby się o nie nie przewracać w domu potrzebujesz jakiegoś sprytnego systemu organizacji. Więc kupujesz jakieś pojemniki, a do nich przegródki. Pojemniki czymś trzeba czyścić, więc kupujesz specjalną szczotkę, bo okazuje się, że tych pojemników prać nie można a czyszczenie tym, co masz nie wchodzi w grę. I tak jest niemal ze wszystkim. Kupując samochód nagle musisz kupić opony, mnóstwo olejów, sprzętu do czyszczenia, pokrowce, zawieszki, itd, itd. Później musisz to gdzieś trzymać, więc kupujesz kolejne rzeczy. I znów - czymś je trzeba spąrzatać, więc nabywasz nowe. I tak w kółko. Mistrzowie w tym temacie korzystają np. jedynie z komputera, po to tylko, aby ograniczyć zużycie papieru. Dlaczego? Bo kartki potrzebują segregatorów lub teczek, karteczek samoprzylepnych, flamastrów, długopisów, linijek, itd., itd. A to wszystko potrzebuje miejsca i uwagi.

Dlatego ja uwielbiam najprostsze rzeczy, które zajmują i mało miejsca i nie są problematyczne w codziennym użytkowaniu.

♕ never knew how happy I'd be in a tiny house until I tried it ~ link goes to '12 Reasons Why You’ll Be Happier in a Smaller Home'

  • więcej rzeczy to więcej sprzątania.

To jeden z moich ulubionych punktów. Uwielbiam mieć porządek, nie cierpię przeznaczać na to wielu godzin. Im więcej masz rzeczy tym ten czas się wydłuża. Im więcej durnostojek na półkach, tym uciążliwsze sprzątanie. Im więcej przedmiotów tym trudniej to wszystko posegregować i ogarnąć. A to wszystko zabiera czas, który można by było przeznaczyć na zdecydowanie ciekawsze zajęcia! No i o wiele trudniej zrobić mi niezapowiedzianą wizytę i zastać mnie na bałaganie :)

see: niebalaganka.pl

  • więcej rzeczy to mniej przestrzeni.

Po ostatniej przeprowadzce zrobiłam gruntowne porządki. Pozbyłam się (nie lubię wyrzucać, dlatego wolę oddać innym) już niemal wszystkiego, czego nie używam, a co tylko zajmowało mi miejsce i moja uwagę (ubrania, naczynia, sprzęty elektroniczne, książki, notatki, etc). Są w internecie świetne miejsca, gdzie można się też wymienić rzeczami (np. dziecięce ubranka za niszczarkę do papieru). I kiedy nagle rozejrzałam się po mieszkaniu było tu tyle miejsca. Tyle przestrzeni. A to sprawia, że nie dość, że czuję się o wiele bardziej wolna, mam mniej sprzątania to mam swobodę ruchów, swobodę spotkań w domu i swobodę do ćwiczeń - bez uszczerbków na zdrowiu z powodu uderzenia w kolejny przedmiot stojący obok.

  • rzeczy uniemożliwiają odcięcie się od przeszłości.

Ile masz w domu przedmiotów, które przypominają Ci o czymś, co BYŁO? A teraz zastanów się, po co je trzymasz? Czy bez tych rzeczy na serio zapomnisz? Myślę, że skoro to było coś tak istotnego dla Ciebie to wcale nie potrzebujesz mieć rzeczy, które to będą upamiętniać. Gorzej, jeśli są to rzeczy, które nie pozwalają Ci się pogodzić z przeszłością (odejście/utrata kogoś). Wtedy te rzeczy, pomijając już wszystkie powyższe punkty, ranią i odbierają Ci siły życiowe. Wiem coś na ten temat. Daj przeszłości być przeszłością. Co się stało to się nie odstanie. Wstań, otrzep się, wytrzyj nos i spójrz w przyszłość. Bo jak zapewne wiesz - idziesz tam, gdzie patrzysz. W przeszłości już nic się nie wydarzy. A w przyszłości może wszystko.

  • rzeczy utrudniają uporządkowanie życia.

Wszystkie Twoje rzeczy mówią o Tobie. Jeśli w Twoim życiu nawarstwiają się rzeczy to i w życiu pewnie też masz problem z podejmowaniem decyzji. Jeśli nie dbasz o porządek, nadmiernie przywiązujesz się do przedmiotów, nowy gadżet u kolegi bądź ciuch u koleżanki wywołuje u Ciebie tzw."mieszane uczucia" - to wszystko wskazuje, co masz jeszcze do przepracowania.

Kiedyś usłyszałam taką myśl: "Świat oszalał dlatego, że kiedyś ludzie szanowali ludzi a używali rzeczy. Dziś ludzie szanują rzeczy a używają ludzi". Trudno mi się z tym nie zgodzić.

Wiem, jak wyglądało moje życie kiedyś, a o ile bardziej wolna czuję się dziś, kiedy zrezygnowałam z posiadania wielu rzeczy. Może minimalistką się nie nazwę, ale myślę, że jestem na dobrej drodze. Bo im mniej rzeczy, tym więcej czasu, pieniędzy, przestrzeni.... i wolności. Nie tylko w przypadku przeniesienia się z miejsca w miejsce, ale i definiowania się przez pryzmat tego, co się ma. Bo kiedy zechcesz spojrzeć na to wszystko z dystansem to przecież nie ma znaczenia, kto, gdzie mieszka, jakim samochodem jeździ, czego używa do dzwonienia, czy w jakich ubraniach chodzi.  Ważne zaś jest, jakim jesteś człowiekiem i co robisz ze swoim życiem.

 #Minimalism quote 12 Perks of Living as a Minimalist Family http://www.soulprintlife.com/?p=221

more:

simplicite.pl
paniswojegoczasu.pl
www.blogglobtrotera.pl
paragonzpodrozy.pl

Znacie jakieś inne miejsca w sieci w tej tematyce warte polecenia? 

Co Wam sprawia najwięcej problemów z pozbyciem się rzeczy z domu?

powrót
Szukaj
Newsletter
Kategorie
More
Golden Line Linked in Pinterest
Inspired me!
Facebook
góra strony
zBLOGowani.pl