22kwiPo co komu książki?
Po co komu książki?

Dlaczego w swoim życiu się nie stresuję, potrafię budować fajne relacje, które rozwijają obydwie strony w nie zaangażowane, rozwijam się w tylu dziedzinach, wypowiadam się na dużych konferencjach, mam już sporą kwotę na koncie oszczędnościowym i ciągle chcę więcej w życiu? Jak do tego doszłam i co mi w tym pomogło?

Oto mój sekret.

Jako mała dziewczynka nie lubiłam czytać książek. Kojarzyły mi się tylko z przymusem, niezrozumiałą fabułą pisaną językiem, którego nikt już nie używa i interpretacją wierszy z góry narzuconym kluczem, jakbym ja już nie miała żadnego prawa powiedzieć, co ja myślę i czuję w związku z przytoczonym tekstem. Dlatego traktowałam to bardziej jako zło konieczne, niż frajdę.

Jak tak teraz sięgam pamięcią wstecz przypomina mi się, że książki uwielbiała czytać moja mama. Siatkami przynosiłam jej kolejne pozycje z biblioteki. Aż się teraz dziwię, kiedy ona na to wszystko znajdowała czas :) Chyba pod jej wpływem zaczęłam i ja szukać czegoś, czym mogłabym się zająć czasami. Wtedy sięgałam po książki przygodowe, albo fantastykę, gdzie podobało mi się, jak bardzo można zanurzyć się w innym świecie, tak mocno, że aż stać się jego częścią. Lubiłam patrzeć, jak inni są w stanie stworzyć niemalże inną rzeczywistość, i to w dodatku tak spójną, bo ja byłam wtedy chyba skrajną realistką. Pamiętam, jak kiedyś jedna z opasłych książek wciągnęła mnie tak, że czytałam ją potajemnie podczas pracy z rodzicami. Czytałam ją wszędzie. Nie mogłam się oderwać. Ten magiczny świat strasznie mi się podobał. Podsycał moją ciekawość i pytania „co jeszcze jest w stanie stworzyć umysł ludzki i jak bardzo jeszcze oddziaływać na moje emocje?”. Fascynowało mnie to. I choć czytałam coraz częściej to nadal to były tylko książki. Polubiłam je z czasem, ale nigdy nie stałam się ich orędownikiem. Nawet dziś, kiedy mój pokój jest zdominowany przez uginające się półki z najróżniejszymi pozycjami, daleko innymi od tych, które czytałam kiedyś.


Więc dlaczego je czytam?

Bo książki zmieniły moje życie. Dosłownie. Bez cienia ironii. Mam o tyle łatwiej, że mój umysł był zawsze ciekawy a głowa otwarta. Lubiłam słuchać innych, choć zawsze gdzieś tam miałam swoje zdanie. Ale ciekawiło mnie niezmiernie, jak to jest, że moje jest prawdą ale kogoś, kto ma totalnie odmienne zdanie –jego też może być prawdą. Zadziwiało mnie to niezmiernie.  I chyba to podsycało moją ciekawość.

Czym są dla mnie książki teraz?

Drogą na skróty. Wiem, że obserwując innych ludzi jestem w stanie dojść do wielu rzeczy. Nauczyć się, jak coś zrobić – lepiej, szybciej, inaczej, etc. Łącząc to z tym, co już ja sama wiem – to już droga ekspresowa, a nie wewnętrzna. Ale nie urodziłam się w miejscowości innowacyjnej, kreatywnej, czy dającej nie wiadomo jak wielkie możliwości. Przez całe swoje życie mieszkałam na wsi, malutkiej, której nazwa nikomu z niczym się nie kojarzy. A więc i krąg ludzi, do których miałam dostęp – nie pozwalał mi rozwinąć skrzydła. Ludzie, pomiędzy którymi żyłam byli w przeważającej większości rolnikami, którzy słuchali praw natury i mądrości ludowych i wierzyli, że skoro tak jest to znaczy, że tak miało być i trzeba się z tym pogodzić. Może i dzięki temu nauczyłam się, jak się mniej stresować, ale ja bardzo chciałam wiedzieć, jak odnieść sukces – niekoniecznie w rolnictwie. :) I nagle okazało się, że kiedy wyjechałam z domu, spotkałam kilkoro fajnych ludzi, którzy mega mnie zainspirowali. Którzy mieli cechy, jakie ja chciałam mieć. Stąd chłonęłam wiedzę w takim tempie, jakbym nigdy w życiu nie jadła :) Jakby mieli zaraz zniknąć i już nigdy w moim życiu się nie pojawić. Wiedziałam, że druga taka szansa może się nie pojawić. Czas na te spotkania był ograniczony a to oni rzucali czasem „jak chcesz wiedzieć więcej – koniecznie przeczytaj X”. Więc szukałam, czytałam i spotykałam się z innymi punktami widzenia. Moja prawda okazywała się nie być obligatoryjną tylko dosłownie – moją prawdą. Książki, zwane powszechnie poradnikami, które w naszym kręgu kulturowym są traktowane z przymrużeniem oka, a co dla mnie nie miało znaczenia – dosłownie pozwoliły mi otworzyć oczy. Stały się szansą na „rozmowę” z najlepszymi w danej branży. Gdyby nie to – pewnie nigdy bym ich nie spotkała, nie mogła się od nich zainspirować a żeby sama dojść do tej wiedzy – zajęłoby mi to lata albo i całe wieki. Dzięki książkom – mam wiedzę świata na wyciągnięcie ręki.

Ale nie chodzi tylko o samą wiedzę. Chodzi o to, co się dzieje, kiedy tę wiedzę wprowadzi się w życie. O zmiany, które zachodzą. O wszelkie emocje, które Ci potem towarzyszą w życiu – każdego dnia! Zero złości, żalu, nienawiści, pogardy, stresu a dużo fascynacji, szczęścia, ekscytacji, radości, optymizmu i wiary i pewności zarazem, że to, czego chcę – stanie się.

Dlatego uwielbiam książki. Bo maksymalizują to, co mogę mieć tu, teraz, zaraz - bez lat badań i testów. Ktoś już zrobił to za mnie! Ja mogę zajmować się wciąż swoimi rzeczami i zachwycać się odkryciami w „swoich” dziedzinach: fryzjerstwie, zachowaniach ludzi i zwierząt, czy w rozwoju kreatywności. Dla mnie czytanie książek jest formą wymiany wiedzy, dzięki której można wzrastać. Dlatego sama dzielę się widzą, kiedy tylko i jak mogę.

Jednak pamiętajcie – nie chodzi tylko o to, aby czytać/rozmawiać. Ważne jest to, kogo czytacie, bądź z kim rozmawiacie. Czytajcie pozycje liderów a nie naśladowców! Im bliżej źródła tym woda czystsza. Tak samo z wiedzą. Każdy może napisać książkę na podstawie własnych doświadczeń i przemyśleń, ale wtedy pamiętaj – dojdziesz tylko tam, gdzie ten ktoś. Bo jego wiedza tam go zaprowadziła. Dlatego zachęcam, aby szukać najlepszego w branży, w danej dziedzinie i od niego się uczyć.

I na sam koniec, dlaczego, skoro tak bardzo zachwycam się książkami – nie stałam się ich orędownikiem i nie głoszę wszędzie, gdzie się da – „Czytajcie książki, one zmienią Wasze życie!”? Po części już na to pytanie odpowiedziałam. Nie chodzi o książkę, chodzi o autora. Książkę może napisać każdy, kto ma pieniądze a mi nie chodzi o sam środek przekazu tylko o wiedzę, która jest w niej zawarta. Dlatego czasem lepiej jest czytać blogi, czasem pojechać na jakiś event branżowy, a czasem sięgnąć po książkę. Książki same w sobie są lepsze i gorsze. Choć przeczytałam ich nie wiem już ile – w moim magicznym kąciku polecam tylko te najlepsze – wg mojej oceny [zobacz]. Ale to moja ocena, a każdego może być inna. Bo odpowiednią książkę trzeba przeczytać w odpowiednim momencie, aby ją zrozumieć. Kolejność przeczytanych pozycji też ma znaczenie.  Z każdą zdobywasz nową wiedzę, więc jeśli przeczytałeś wcześniej jakąś petardę, która dosłownie rozwaliła Ci wiele przekonań w głowie a potem przeczytasz jakąś inną na ten temat – ona już nie zrobi na Tobie takiego wrażenia, choć Twój znajomy się nią zachwycał.

Życzę Wam owocnych przygód w podróży, w której kierunkowskazami są kolejne pozycje książkowe! :) Jestem też bardzo ciekawa Waszych pozycji „top of”, które stały się dla Was kamieniami milowymi. Podzielcie się, chętnie sięgnę po pozycje, których jeszcze nie znam. :)

 

powrót
Szukaj
Newsletter
Kategorie
More
Golden Line Linked in Pinterest
Inspired me!
Facebook
góra strony
zBLOGowani.pl