14lipLekcja #1. Jak dobrze, że nie wszystko jest tak, jak sobie wymarzysz!
Lekcja #1. Jak dobrze, że nie wszystko jest tak, jak sobie wymarzysz!

Kiedy byłam nastolatką wciąż pytano mnie, co chcę robić w przyszłości. Dorośli prześcigali się w pomysłach na moją przyszłość. To nic, że żadna z tych opcji była zupełnie nie dla mnie. To szybko skłoniło mnie do tego, że muszę mieć jakiś pomysł na siebie. Na moją niekorzyść jednak - żaden pomysł nie wydawał się dość dobry. Nie mniej jednak - zaczynałam układać plan na siebie. 

Wtedy obchodziło mnie bardziej życie prywatne niż strefa zawodowa (w przeciwieństwie do mojej rodziny). Miałam więc marzenia o wczesnym ślubie, gromadce dzieci i spokojnym życiu na wsi. Bardzo wierzyłam w ten plan i miał on szanse się ziścić. Plan ten był bardzo prosty, ale wtedy wydawało mi się, że zawiera wszystko, czego mi potrzeba. 

Mając kilkanaście lat zaprojektowałam swoje życie. Fascynaci rozwoju osobistego mogli by powiedzieć: świetnie! Taka młoda a już kroczy własną ścieżką, wie, czego chce (bo w rozwoju osobistym chodzi przecież o samorealizację, spełnianie siebie). I w momencie, kiedy najbardziej się tego nie spodziewałam - wszystko prysło. Wydawało się, że świat się zawalił i nic już nie ma. Rozpacz, rozpacz - czarna rozpacz. Trwało to "chwilę". Nie byłaby jednak sobą, gdybym się nie podniosła i nie poszła dalej. Skoro za plecami nic już nie ma - pomyślałam - to mogę iść tylko przed siebie. Choć poturbowana - jednak poszłam.

Skoro tamten plan się nie powiódł - postanowiłam skierować swoją energię na coś innego. Życie zawodowe wydawało się wystarczająco bezpieczne. I tak "dałam się ponieść". Tym razem bez planu na siebie tylko z otwartą głową. Słuchałam siebie, słuchałam głosu swojego serca i próbowałam. Bo co miałam do stracenia? Jakby ten obecny scenariusz w ogóle się w mojej głowie nie znalazł. Dlatego, gdybym chciała wymienić ilość zawodów, które wykonywałam w życiu - byłoby ich teraz kilkanaście. Żadnego nie żałuję - nawet sprzedawczyni w sklepie. Każdy pomógł mi odkryć moje mocne strony i przybliżył do miejsca, w którym jestem teraz.

W międzyczasie w moim życiu - choć tego nie planowałam - pojawił się ktoś. Ktoś, kto okazał się moim Mr Right. Z którym wszystko wyszło spontanicznie. Dzięki któremu świat nabrał kolorów, mocy i smaku. Człowiek, który wydawał się być moim zupełnym przeciwieństwem, a który okazał się być idealnym uzupełnieniem. Który pokazał mi zupełnie nieznane zasoby i wymiary życia. Ktoś, kto zupełnie nie mieścił się w opisie mojego "wymarzonego faceta" a okazał się być dokładnie nim.

Wyobraź sobie, że idziesz do kina. A tam piękna ona, która poznaje swojego wymarzonego księcia. Historia się rozwija, wszystko idzie w kierunku wszystkim znanym. Kochają się, żyć bez siebie nie mogą, stają na ślubnym kobiercu a potem żyją długo i szczęśliwie. Wchodząc obiecujesz sobie, że nie pójdziesz na taki film już nigdy więcej. Jeden w życiu wystarczy. Bo najlepszy film to taki, w którym już wydaje Ci się, że wiesz, co się stanie a tu nagle... TRACH! Totalna zmiana akcji! Główny bohater zostaje uśmiercony, zastanawiasz się jak to możliwe, jeszcze się z tym nie oswoiłeś a tu bam! Kolejna dawka adrenaliny! A na końcu się okazuje, że to wcale go nie uśmiercili - to był sobowtór! Wychodzisz z kina i nic tylko buzia Ci się nie zamyka od nadmiaru emocji! O tej historii opowiadasz jeszcze 5 swoim znajomym (no dobra, wszystkim, którzy chcą Cię słuchać :)).  

Po co o tym mówię? Bo tak też jest w życiu. Bo takie życie, jakie sobie wymarzyłeś byłoby śmiertelnie nudne. Albo tak cudowne, że i tak nikt nie chciałby Cię słuchać. I nie byłoby o czym opowiadać. To nagłe zwroty akcji dodają historii barw, pikanterii i sprawiają, że inni chcą Cię słuchać z otwartymi ustami.

Gdyby moje życie potoczyło się tak, jak chciałam jakieś 8-10 lat temu byłabym teraz nieszczęśliwą mężatką po wielu przejściach, która niewiele wie o sobie i nie ma zbyt wielu perspektyw przed sobą. Nie oszukujmy się, planowałam swoje życie mając kilkanaście lat - ze stanem wiedzy o świecie i umysłu adekwatnym na swój wiek. Patrząc na to z perspektywy czasu i wiedzy obecnej - moje życie nie byłoby ciekawe.

Na całe szczęście Pan Bóg zamieszał wszystkim i wywrócił wszystko do górny nogami. To dzięki temu zaczęły się wyjazdy, zaczęły się biznesy, podróże międzynarodowe, samodzielność, konieczność wytyczenia swojej ścieżki i nie polegania na kimś innym. To w tym zrodziła się pewność siebie i wiara we własne możliwości. To przez to i dzięki temu pojawił się ktoś, którego nie tylko ja uczę, ale ja sama uczę się od niego.

Kiedyś wydawało mi się, że wiem, kogo mi potrzeba u boku. Jak dobrze, że to wyobrażenie się nie spełniło. :) Mam dużą świadomość siebie jednak nawet to przekroczyło moją percepcję. Bo potrzebny mi był ktoś zupełnie inny niż myślałam. I dopiero teraz widzę, jak to fantastycznie działa. I jak moje życie nabrało dzięki temu kolorów.

Tak, trzeba mieć jakiś pomysł na siebie. Trzeba mieć poczucie kierunku, ale nigdy nie należy trzymać się sztywno planu. Szczególnie tego na wiele lat do przodu. Bo gdybym chciała dziś ułożyć sobie wszystko na 10 lat+ to pewnie ominęłoby mnie tyle fantastycznych rzeczy, o których jeszcze nie mam pojęcia. 

Marzcie, planujcie, wytyczajcie ścieżki, ale nigdy nie wierzcie, że ... to najlepsze, co może Was spotkać!

powrót
Szukaj
Newsletter
Kategorie
More
Golden Line Linked in Pinterest
Inspired me!
Facebook
góra strony
zBLOGowani.pl