21marJesteśmy jak małpy
Jesteśmy jak małpy

Jako ludzie mamy taką fantastyczną umiejętność, że potrafimy się adoptować do zmieniającej się sytuacji. I w przypadku wielu rzeczy... dzieje się to samoistnie, nie musimy się na tym zbytnio skupiać. Jakże to upraszcza życie, prawda? :)

Niemalże każdą technologię jesteśmy w stanie poznać, wykorzystywać i cieszyć się tym każdego dnia. Laptop, smartfon, tablet, mikrofalówka, ekspres do kawy ... itd. - nie trzeba pokazywać, jak działa. Kilka chwil spędzonych na eksperymentach ... i po problemie :)

I ta umiejętność tak dobrze nam służy, że nie skupiamy się na niej za bardzo. Umiemy się odnaleźć jadąc do innego kraju, jak tam jesteśmy chwilę dłużej - zachowujemy się, jakbyśmy tam mieszkali od zawsze, nie mamy problemu z tym, aby się dostosować do nowej kultury i zwyczajów. Szybko przystosowujemy się do nowej pracy, chociaż nigdy wcześniej nie wykonywaliśmy takich zadań. Kiedy w internecie pojawia się za dużo reklam - szybko umiemy sobie z tym poradzić :) I pewnie można by tak jeszcze długo wymieniać, ale mnie w adaptacji uderzyło ostatnio coś zupełnie innego. A mianowicie, jak bardzo nam ta umiejętność... szkodzi.

Oglądasz sobie swój ulubiony serial a tam Twoja ulubiona bohaterka zdradza swojego męża z innym mężczyzną. Wkurzasz się, no ale niech tam - w końcu to tylko serial. Nie ma się co przejmować. Łapiesz do tego dystans. Później oczywiście prawda wychodzi na jaw (musimy jakoś skomplikować wątek), rozwodzą się, oczywiście chwile pocierpią, ale potem każdy układa sobie życie. Po dwóch miesiącach są już w innym związku (w serialu to nie może trwać za długo, bo nie byłoby do czego grać) a ich dzieci (nie wspominałam, że mają dzieci? to mają) niemalże bez problemu akceptują nowe wybory swoich rodziców. W końcu, "to normalne" (wybaczcie, dla mnie wciąż nie), że ludzie się rozstają, próbują z kimś nowym a jak nie, to przecież nie koniec świata, można spróbować jeszcze raz. Dla mnie nie ma tak, że wiążesz się z kimś, coś sobie deklarujecie a jak się pojawia rysa na szkle to sorry, odstawiam cię niczym produkt na półkę, bo producent nie dał w opakowaniu tego, co było na nim napisane. Pomijając jednak moje dywagacje na ten temat.

Kiedy tak naoglądamy się tych seriali (i zaraz podniesie się rwetes, że kto teraz seriale ogląda?! no ogląda, w końcu nie byłoby ich tyle, gdyby ich nikt nie oglądał), albo też ekranizacji filmowych (one wcale też nie są lepsze) przyzwyczajamy się, że takie sytuacje są normalne (nie udawaj, że nie oglądałeś polskich komedii). Próbowałeś kiedyś z dystansem spojrzeć na to, co oglądasz? I czego nauczyły Cię te programy? Niestety, nie za wiele dobrego. Filmy nie mogą być za mądre, bo ludzie chcą się przy nich rozerwać po ciężkim dniu. A ponieważ nie pójdziesz 2x na ten sam film, ciągle muszą "udoskonalać" fabułę, czyli przełamywać kolejne społeczne tabu. Dziś nagość, seks, zdrady, aborcja, cokolwiek tylko wymyślisz - nikogo nie dziwią, nie bulwersują. Przecież to normalne... No właśnie NIE. Nie jest normalne. Ale kiedy to oglądasz - wydaje się, że to tylko film. No właśnie nie do końca. Bo koleżance lesbijce nie powiesz, co o niej myślisz skoro "inni to akceptują" (czytaj: nic nie mówią) a koledze, który sypia z mężatką nie sypniesz wiązanki nt. wartości - w końcu to jego życie, ma prawdo do własnych wyborów. No i jasne, że ma. Ale czy to oznacza, że Ty musisz siedzieć cicho i się na to godzić? Jak nie emitują 3 sezonu "Suits" , czy któregoś tam Rancza to walczysz jak lew podpisując się pod lawiną protestów. A jak Twój sąsiad czy szef odwala maniany to już siedzisz cicho, bo inni nic nie mówią, to pewnie akceptują, a więc ja też będę siedział cicho, bo uznają, że jakiś staroświecki, nieżyciowy jestem.

Jak my szybko akceptujemy syf z obawy, że nas ktoś wyśmieje, wjedzie nam na ambicje.

Podobnie jest z Facebookiem, YouTube itd. Ile razy będziesz lajkował te same rzeczy (nie daj Bóg - mądre)? Ciągle musisz mieć coś nowego. Jakąś nową pożywkę. I możesz pójść w stronę, która Ci służy, tak samo, jak w tą, która będzie Cię ograniczała. Na Twoim wallu może pojawia się tona śmieci, ale kontent, który Cię rozwija, inspiruje, pomaga Ci osiągnąć kolejne cele. Sęk leży w darmowości. Skoro jest darmowe, nic mnie to nie kosztuje to zalajkuję sobie i ten fanpage i tamten bo spodobało mi się jedno zdjęcie, a jak potem wstawiany jest syf, rzadko komu chce się zrobić porządek i go zwyczajnie wywalić, żeby nie zaśmiecał nam oczu.

A kropla drąży skałę...

To, czym się otaczasz, wpływa na to, kim się stajesz.

Ludzie, których masz obok, tak samo jak tych, których podglądasz (a nie, teraz ładnie to się nazywa - follow'ujesz), przedmioty, którymi się otaczasz, muzyka, której słuchasz, filmy, które oglądasz, książki, które czytasz, materiały, którymi się otaczasz w sieci.

Tylko, jak konkurencja jest tak wielka (każdy może mieć stronę, fanpage, kanał, tablicę, etc. za darmo) to wiadomo, żeby się wyróżnić - trzeba zrobić coś inaczej. Mocniej, dosadniej, konkretniej. Czyli najczęściej bardziej przeklinać (nie, nie czytam tych bzdur, ja tylko podziwiam jego odwagę! - tłumaczysz się sam przed sobą), tworzyć bardziej kontrowersyjne materiały (tu to nawet przykładu nie trzeba - obraz rządzi siecią), albo porażać wszystkich błyskotliwością swojej życiowej filozofii na kolejnym fajnpejdżu z "błyskotliwymi" cytatami, żeby lać na wszystko i wszystkich.

Pytanie tylko, czy nam to służy?

Adaptacja dla wielu ludzi oznacza dostosowanie się, przystosowanie się, a to z kolei akceptację. A paradoks polega na tym, że nie chcemy żyć w takim świecie, który sami tworzymy. Bo jak klikniesz "lubię to" dla pustego materiału to dajesz namacalny dowód osobie, która go stworzyła, aby robiła tak dalej. Lecimy na tanią rozrywkę, lajkujemy ją, tym samy promujemy a potem dziwimy się, dlaczego ludzie mają taki syf w głowach.

A prawda jest taka:

to, co zasiejesz - to zbierzesz. 

 

 

powrót
Szukaj
Newsletter
Kategorie
More
Golden Line Linked in Pinterest
Inspired me!
Facebook
góra strony
zBLOGowani.pl