24paźDyrektor... to też człowiek
Dyrektor... to też człowiek

Ile razy miałeś tak, że poznając kogoś czułeś się nieswojo, gdy usłyszałeś, czym ten ktoś się zajmuje. Słowa takie jak dyrektor, kierownik, szef oddziału, itp. powodowały delikatne drętwienie, dystans, pustkę w głowie i myśl "ups. I o czym ja mogę teraz z nim rozmawiać?"

Ile razy wyobrażenie o tej osobie powodowało, że zacząłeś zachowywać się nienaturalnie? Mnie chętnie opowiadałeś o swoim życiu, osiągnięciach. O tym, co robisz, w co wierzysz, na czym Ci zależy. A potem ganiłeś się za to?

Często w swojej pracy, korzystając z tego, że notorycznie jestem w podróży i mam naturę obserwatora widzę, jak wyobrażenie o czyjejś pracy i tego, kim w istocie jest zabija relację, która dopiero zaczęła się tworzyć.

Sama nie raz tego doświadczyłam. I w jedną i w drugą stronę. Bo jak myślisz, jak reagują ludzie, gdy słyszą, że jestem badaczem rynku, naukowcem i fryzjerem? :)

Heh. Dokładnie tak, jak Ty teraz :)

Niestety rzadko kiedy jest to zaciekawienie i chęć poznania (jaka szkoda!). Zdecydowanie częściej wycofanie i obawa, że będę go oceniać, gdy powie, czym on się zajmuje. Jakby to, kto, co robi w życiu miało jakiekolwiek znaczenie dla trwania relacji.

Zazwyczaj w takich sytuacjach nasuwa mi się refleksja: Dlaczego ludzie boją się pokazywać kim są, co robią? I dochodzę do wniosku, że dlatego, że nie odczuwają ani dumy, ani satysfakcji z miejsca, w którym są. A jeśli tak nie jest to zazwyczaj nie mają odwagi powiedzieć: tak, robię to, bo tak chciałem. Chciałem, aby tak wyglądało moje życie.

 

Dlaczego? Bo mainstreamowe jest powiedzieć "jestem szefem oddziału i jestem z tego dumny", ale "jestem taksówkarzem/piekarzem/florystką/nauczycielką i jestem z tego dumny" już nie. Dlatego ludzie wierzą, że bycie "kierownikiem" jest fajniejsze i dostarcza większej satysfakcji niż bycie "pracownikiem warzywniaka", a gdy się jest tym drugim to nie można się z tego cieszyć.

G*** prawda.

Etykieta to tylko etykieta. W tym wszystkim zapominamy, że dyrektor to też człowiek. Który ma typowe dla każdego człowieka problemy. Dotykają go choroby w rodzinie, kłótnie, problemy ze zdrowiem, wątpliwości, wypalenie zawodowe, itd.

Wyobrażenie o danej pracy zasłania nam zazwyczaj prawdziwy obraz. Bo jak dyrektor to ma modnie urządzony dom, dzieci uczą się w prywatnych szkołach, on sam używa tylko pięknego polskiego i zapewne jest mistrzem argumentacji, więc lepiej z nim w dyskusje nie wchodzić.

Dobrze. To ja mogę Wam powiedzieć, jak to wygląda.

http://whatmyfriendsthinkido.net/wp-content/uploads/2012/02/what-my-friends-think-I-do-what-i-actually-do-entrepreneur.jpg

Często wyjeżdżam. Moja praca pozwala mi na poznawanie najróżniejszych ludzi, na najróżniejszych stanowiskach. Nie tak dawno poznałam Panią w średnim wieku. Zapoznajemy się i słyszę "kierowniczka działu Y firmy X" (bardzo duża firma, bardzo dobrze wszystkim znana). Różnica wieku między nami: jakieś 20 lat. W pierwszym odruchu: czuję się zmieszana. Ale szybko sobie przypominam o swoich przemyśleniach i nie uciekam do "młodszych kolegów" tylko postanawiam z nią pogadać. Rozmawiamy o pracy, opowiada, ile już lat tu pracuje, bla bla bla. Słuchając ją ziewam i przepraszam za to, ale tłumaczę, że aby tu dojechać musiałam wstać o 4 i mój organizm właśnie mi o tym przypomina. Ona delikatnie zaczyna się śmiać i mówi mi, że ona codziennie wstaje o 3:40. Więc ja w ciężkim szoku dopytuję, czemu tak wcześnie? Na co ona, że aby dojechać do pracy musi poświęcić codziennie 2,5 h (w jedną stronę!) i tak już kilkanaście lat. Jestem w ciężkim szoku. Dla mnie to nie do pomyślenia, aby każdego dnia marnować 5h swojego życia na dojazdy! Czas jest dla mnie zbyt cenny.

Rozmowa toczy się dalej. Opowiada mi, że aby zabić czas zaczęła robić robótki ręczne i je sprzedawać (tak, kierowniczka w wielkiej firmie). Zaczynam dopytywać więc, czy jej rodzina nie cierpi na tym, że tyle czasu nie ma jej w domu. Na co ona, że tak, bardzo. W toku dalszej dyskusji zaczynamy wchodzić głębiej, gdzie opowiada mi, jak wygląda jej życie naprawdę. Poza pracą. Wcale nie jest tak różowo, jakby się mogło na początku wydawać. Mieszkanie z teściami, sukcesywna, choć powolna budowa domu, chore dziecko, brak zrozumienia ze strony społeczeństwa a nawet najbliższej rodziny, itd., itd.

A ta jedna historia nie jest wyjątkiem. Bardzo często spotykałam się z tym, że sukces w sferze zawodowej nie pociągał za sobą "sukcesów" w innych. Bo w gruncie rzeczy , niezależnie, jakie zawdy wykonujemy, wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi. I spotykamy się z tymi samymi problemami - choć na różnych etapach życia.

O ile świat byłby piękniejszy, gdybyśmy umieli rozmawiać ze sobą naprawdę. Widzieć więcej, niż tylko tytuły na drzwiach, czy samochody na podjeździe.

Ludziom się wydaje, że tam "wyżej" jest lepiej. Ja zahaczyłam o ten świat "wyżej" i powiem Wam, że nie ma czego zazdrościć. Im wyżej tym większa presja, większe ciśnienie ze strony otoczenia. Więcej odpowiedzialności, mniej czasu. Więcej zadań, mniej ludzi. Więcej znajomości, mniej relacji. Więcej słów, mniej treści.

Jedyna recepta na szczęście to odnaleźć siebie samego, swoje miejsce w życiu. I nie ulec złudzeniom, że gdzieś indziej jest lepiej, że coś innego jest lepsze, bo tak mówią "wszyscy". Dla jednego człowieka bycie kierownikiem będzie właśnie tym, o czym marzył całe życie, albo co odkrył w sobie i czemu chce się poświęcić, przez co będzie dobrze to robił, a za tym uszczęśliwi siebie i otoczenie. Dla kogoś innego praca taksówkarza lub ogrodnika będzie tym czymś, co go ubogaca, a tym samym ubogaca otoczenie.

Nie ma zawodów dobrych, ani złych (kilka nieetycznych w moim mniemaniu by się znalazło). Bycie prezesem nie jest, ani lepsze, ani gorsze od bycia kosmetyczką. A jeśli chcesz większych zarobków to nie potrzebujesz być kierownikiem, tylko być najlepszym w tym, co robisz i to zwyczajnie zaoferować ludziom. Jeśli nie lubisz marketingu, sprzedaży - zatrudnij kogoś, kto to uwielbia! I już. Po sprawie. Nie trzeba nic więcej.

A na koniec: Nie patrz na zawody. Patrz na ludzi. I nie zmarnuj już żadnej szansy, aby poznać ciekawego człowieka. Większość z nich chętnie podzieli się z Tobą swoją historią i opowie, jak do tego doszła. Chętnie też pozna Ciebie, jeśli tylko zechcesz o sobie opowiedzieć ciekawą historię, która nie zaczyna się od "aaa... ja to nic specjalnego w życiu nie robię". Jeśli Ty w swoim życiu nie widzisz niczego ciekawego, to jak mają to zobaczyć inni? :)

 

powrót
Szukaj
Newsletter
Kategorie
More
Golden Line Linked in Pinterest
Inspired me!
Facebook
góra strony
zBLOGowani.pl