09paźDlaczego nie lubisz ciszy?
Dlaczego nie lubisz ciszy?

Siedzisz w pomieszczeniu, w którym jesteś tylko Ty i przestrzeń. Nic Ci nie przeszkadza, nic nie zakłóca, nikt zaraz nie wejdzie, nic nie gra. Jesteś sam ze sobą a prawdopodobieństwo, że ktoś się pojawi w przeciągu kilku dni jest tak wielkie jak śnieg w lipcu w Polsce.

Jak się zachowasz?

Co zrobisz?

Zaczniesz szukać sobie towarzystwa "na siłę", pójdziesz spać, będziesz próbował znaleźć sobie jakieś zajęcie, odpoczniesz, będziesz medytował, zrealizujesz zaległe projekty, ...?

Co zrobisz?

Jako ludzie jesteśmy niesamowitymi istotami. Słuchamy wszystkich innych ludzi tylko nie siebie. Czekamy na ich aprobatę, akceptację, pochwały, co sprawia, że motywujemy się i utwierdzamy do kroczenia dalej ścieżką, na której często znaleźliśmy się bez świadomej decyzji.


I was so glad I found this.  The original version pissed me off no end. No one should have to imitate others in order to be successful. Be a success by being yourself.

Wyobrażasz sobie lwa, który czeka na pochwały od drugiego lwa, żeby uwierzyć, że jest w stanie polować? Taki klub wsparcia dla lwiątek? Uśmiech sam rysuje się na twarzy :) No pewnie, że nie. Lew jest głodny - lew idzie polować. Chce, idzie i bierze. Nie czeka na aplauz.

A my? Słuchamy innych tylko nie siebie. I nie umiemy tego robić a sama ta sugestia dla wielu jest śmieszna. Bo po co, skoro to nie działa? A jak ma działać, skoro podchodzimy do tego, jak do zamówienia na obiad? Po 20 min czekania zaczynamy się irytować. 

woods, forest, solitude, silence

Całe lata nie słuchamy najlepszego przyjaciela, jakiego mamy, który jest z nami niezależnie od tego, co dzieje się w naszym życiu - siebie. A kiedy już zdecydujemy się poświęcić tę chwilę na posłuchanie tego, co tam nam w duszy gra po kilku minutach denerwujemy się, albo tym, co słyszymy, albo tym, że nie słyszymy nic.

A co zrobiłby każdy inny Wasz przyjaciel, gdybyście nie słuchali go przez tyle lat, ile żyjecie na tym świecie? W standardowym przypadku, no albo by poszły bluzgi, albo właśnie cisza. Nikt nie powierzy Ci swoich największych sekretów tylko dlatego, że nagle sobie o nim przypomniałeś i najchętniej to wysłuchałbyś go w przerwie pomiędzy obiadem a rozmową z klientem. 

Inny przykład. Spróbuj znaleźć nieużywane klucze w domu, w którym panuj bałagan. Żeby je znaleźć musisz często przekopać się przez wszystko. Część rzeczy wyrzucić, bo nie są już potrzebne a nawet nie miałeś tego świadomości, dopóki nie zwróciłeś na nie swojej uwagi. Inne odkurzysz i odłożysz na miejsce.

Z poruszaniem się po zakamarkach własnego umysłu jest jak z tym mieszkaniem. Im częściej tam sprzątasz i segregujesz, co jest Ci potrzebne a co JUŻ NIE (kiedyś jak najbardziej mogło, ale nigdy nie był to cyrograf na całe życie - eureka!), tym sprawniej się po nim poruszasz i odnajdujesz, czego Ci trzeba. 

Jednak początki wcale nie są łatwe. Przywołaj obraz Twojego zabałaganionego mieszkania. Pomyśl, że tak samo traktujesz swój umysł. Niedbale porozrzucane rzeczy będą odbiciem chaosu w głowie, wielkie przywiązanie do rzeczy, z którymi nie chcesz się rozstać będą symbolem wielkiego celebrowania przeszłości, starych przekonań, znowu ciągłe kupowanie nowych rzeczy, nawet gdy nie są one potrzebne mogłyby być odbiciem zachłyśnięcia się ciągle nowymi ideami, ale ostatecznie nie podążaniem za żadną (taki słomiany zapał).

Jak Twój najlepszy przyjaciel może Ci zaufać, skoro nie dbasz o niego i nie poświęcasz mu czasu? Skoro nie chcesz zrozumieć jego potrzeb?

A jakie one są? Im bardziej jesteś zaganiany tym więcej czasu być potrzebował, aby wsłuchać się w siebie. Najpierw musiałbyś wyrzucić wszystkie myśli z siebie (polecam kartkę i długopis, możesz ją potem spalić, ale spisz wszystko) - to takie wyrzucenie wszystkich rzeczy z półek ze wspomnianego domu i rzucanie ich na środek. Później musisz się im przyjrzeć i posegregować. Zastanów się, skąd one się wzięły i po co Ci były (to ważne, bo na pewnym etapie miały znaczenie, ale teraz już wcale nie muszą) a także postaraj się ocenić, czy dalej są Ci potrzebne. Może możesz się ich pozbyć i mieć mniej sprzątania za każdym razem? :) Jak już posegregujesz dopiero wtedy układasz rzeczy na swoje miejsce.

 

I to już? To wszystko? Niekoniecznie. Pamiętajcie, że Wasz umysł jest tak samo nieufny, jak Wy, tak samo dociekliwy, jak Wy itd. 

Gdy zostaniesz sam ze sobą może okazać się, że nagle zachcesz chodzić nago po mieszkaniu, choć "zawsze byłeś taki porządny", będziesz chciał porozrzucać rzeczy - gdzie staniesz, tam rzucisz, choć zawsze dbałeś o porządek, może będziesz miał ochotę jeść ciasto w białej pościeli, choć nigdy tego nie robiłeś, a może najdzie Cię potrzeba, aby wszystko pouprzątać na błysk, pomimo tego, że zazwyczaj Twój pokój wygląda jak po przejściu tornada. 

Twój umysł będzie mógł chcieć zagrać z Tobą w grę, jaką zazwyczaj Ty grasz z innymi. Będzie chciał sprawdzić, czy na serio go słuchasz (stąd zachowuje się jak dziecko, które sprawdza na ile może sobie pozwolić), może będzie bardzo ostrożnie pokazywał Ci kolejne aspekty w obawie, że je zlekceważysz, jak robiłeś to dotychczas itd, itp. 

Nie ma na to złotej reguły, opisu procedury, która zawsze się sprawdza. Ale im bardziej siebie znasz, tym pewniej stawiasz kroki w swoim życiu, bo wiesz, w którą stronę chcesz iść. A to jest wartość bezcenna. 

"A penguin cannot become a giraffe so just be the best penguin you can be."

powrót
Szukaj
Newsletter
Kategorie
More
Golden Line Linked in Pinterest
Inspired me!
Facebook
góra strony
zBLOGowani.pl