09styCo wyniosłeś z domu? (cz.1)
Co wyniosłeś z domu? (cz.1)

I nie chodzi tu o to, jakie rzeczy ze sobą zabrałeś :) Twój dom, niezależnie, od tego, jaki był to główny dystrybutor oprogramowania, jakie masz w głowie. A wiesz, że nawet, jak będziesz miał najlepszy sprzęt a oprogramowanie gówniane to daleko nie pojedziesz?

Proponuję Ci krótką podróż w czasie.

Przypomnij sobie, co Twoi rodzice cenili najbardziej. Z czego byli najbardziej dumni. Co ich najbardziej cieszyło. U Ciebie mogły to być sukcesy - kiedy dzieci przynosiły dobre oceny, występowały w teatrzykach, zdobywały nagrody, odważyły się coś zrobić. To było hołubione podczas wszystkich spotkań z bliskimi (i nie tylko) osobami. Być może już czasem nie mogłeś znieść i mówiłeś "mamo! Przestań!", ale jej oczach widziałeś takie radosne iskierki, kiedy ona powtarzała "o sukcesach trzeba mówić, Kochanie" i radośnie trajkotała dalej :) Silne zwracanie uwagi na sukcesy mogło sprawić, że rodzice bardzo Cię motywowali "No kto, jak nie Ty?", "jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz!", cenili zaradność życiową (tak silnie, że kiedy nie wiedziałeś czegoś, jak załatwić - mogli Cię nawet obśmieszać), aktywność, działanie. Mogli zachęcać do samodzielności, wyjazdów i realizacji marzeń. Dlatego nigdy nie musiałeś siedzieć na spendach rodzinnych i w sumie to nawet nie miałeś jak docenić ich wartość. Ciągłe podsycanie zdobywania doświadczenia życiowego mogło zaoowocować strachem przed nowym, bo jeszcze jednym nie skończyłeś się cieszyć a tu już mówią o następnym, dlatego jesteś teraz mistrzem prokrastynacji (odwlekania).
Mad face.  In our family, when our cats give us this look we call it

Jednak gdzieś indziej mogło być zupełnie inaczej. U Twojego kolegi w domu powodem do dumy mogły być pieniądze. Im więcej, tym lepiej. Dlatego na drobne rzeczy (zachwyt nad zachodem słońca, widok radośnie bawiącego się zwierzaka, opowieść o śmiesznym incydencie w szkole) nigdy ich nie interesowały i nie umieli o nich rozmawiać. "Bo o czym tu rozmawiać?" - odpowiadali. Lub nawet najdłuższą, najbardziej emocjonującą opowieść kwitowali jakże wymownym "aha". Z racji tego, że kryterium oceny życiowego sukcesu była ilość zarobionych pieniędzy i to, gdzie ktoś za nie może pojechać, co sobie kupić - relacje z innymi ludźmi mogły przybierać ramy kurtuazyjnych. Za to spotkania z innymi były niczym spektakl - premierą najnowszych dań i alkoholi, które gospodarze przygotowali. "Bez przyjaciół można żyć, ale bez pieniędzy już nie" - mawiali. To dlatego teraz Twój kolega dynamicznie pnie się po szczeblach kariery, ale w życiu prywatnym może czuć się jak nieopierzony kurczak a zachowywać jak gruboskórne zwierzę. Nie umie przyjmować komplementów (bo "im więcej, tym lepiej", a więc nigdy nie ma poziomu "już jest bardzo dobrze, odpuść"), nie umie troszczyć się o innych (jego rodzice stawiali na samodzielność), czasem palnie coś bardzo przykrego, zanim pomyśli (nie był nauczony tworzenia relacji tylko wygadania, które pomaga w biznesie). Jest mistrzem wykonywania zadań (w domu ciągle słyszał "to po prostu trzeba zrobić", więc nigdy nie podchodził do tego emocjonalnie, stąd też nie nauczył się odwlekać). Może go jednak nie być, gdy przyjaciel potrzebuje pomocy, bo akurat wtedy jest na Majorce, gdzie podpisuje super-ważny kontrakt a to dlatego, że nauczono go tylko, jak troszczyć się o siebie, ale nie o innych.

Ale i to nie wszystkie możliwości. Gdzieś indziej spokój mógł być najwyższą z wszystkich wartości. Czyli najlepszy czas to wtedy, kiedy się nic (złego, ale też innego, niż zawsze) nie dzieje. "Nie wychylaj się, bo to może się źle skończyć.", "Po co się będziesz stresował? Posiedź z nami. Dzisiaj przyjdzie wujek Franek, on tak lubi z Tobą rozmawiać.", "Załóż koszulę, którą dostałeś od cioci, inaczej będzie jej przykro - ona tak się starała". Najważniejsze w Twoim domu było szanować i doceniać uczucia/starania innych. "Bo ktoś dla Ciebie tyle robi", "On się tak starał, ale mu nie wyszło", "On chciałby, ale nie może" - to bardzo częste zdania, które można było usłyszeć. Skoro nic się nie działo (zawodowo, życiowo) - całą  uwagę skupiano na relacjach. Celebrowaniu ich, pielęgnowaniu, pamiętaniu o urodzinach i karceniu Cię, gdy zapomniałeś o jakiejś obietnicy, bo to godzi w czyjeś uczucia. Przechylenie szali w kierunku tworzenia więzi życiowych mogło skutkować tym, że w życiu zawodowym jesteś jak pisklę. Boisz się podjąć ryzyko, ciągle odwlekasz podjęcie działania, bo oznacza to zmierzenie się z nieprzewidzianym a nikt Cię nie nauczył, jak sobie wtedy radzić. W korporacyjnej pracy możesz źle się czuć bo tam nie ma takiego podejścia do człowieka, jakiego nauczono Cię w domu, duże oczekiwania, brak wsparcia, mnóstwo niejasności, jednostronne relacje - to wszystko Cię stresuje i może być nie do przejścia. Wydaje Ci się, że to brak szacunku do człowieka a Ty nie możesz się na to zgodzić. Dopóki nie poukładasz sobie wszystkiego w głowie - Twoje życie zawodowe może być dla Ciebie bardzo dużym polem minowym.

I tak samo mogło być, gdy Twoi rodzice cenili kreatywność, wolność, zdrowie, bądź też upodobnianie się do innych. W zależności, jakim oprogramowaniem dysponowali Twoi rodzice - takie Ci wgrali. Wiedz, że zrobili to nieświadomie a każde podejście ma swoje dobre i złe strony. Ty też kogoś nauczysz dokładnie tego, co sam masz w głowie :) Bo ktoś może nauczyć kogoś tylko tego, co sam umie. Więc jeśli Twoi rodzice nie nauczyli Cię zaradności życiowej, dbania o bliskich, dbania o zdrowie, zarabiania pieniędzy - to tam się już tego nie nauczysz. Musisz pójść do kogoś, kto ma pożądane przez Ciebie cechy i od niego się ich uczyć. Możesz też dochodzić do tego sam, ale ta droga będzie o wiele, wiele dłuższa. A o tym, ile rzeczy stracisz w ten czas po drodze chyba nie trzeba pisać.

Tak samo, jak Ty teraz, Twoi rodzice nie umieli opanować cech i nawyków, z których nie byli dumni. Żyjąc w małych społecznościach, gdzie ludzie byli bardzo podobni do siebie - nikt im nie powiedział, że można inaczej. Ty masz o tyle lepiej, że Ciebie już ten problem nie dotyczy. Studia, wyjazdy, internet - wszędzie możesz spotkać ludzi, którzy mają w sobie to, co Ty bardzo chciałbyś mieć. Jako dziecko byłeś czystą kartką, na której rodzice rysowali to, co umieli najlepiej. Teraz jesteś dorosły i sam możesz decydować, których kredek chcesz użyć i w jakim celu. Skoro inne dzieci mogły się nauczyć konkretnych zachowań, jeszcze nawet jak może chodzić nie umiały to Ty, dorosły miałbyś nie dać rady?

powrót
Szukaj
Newsletter
Kategorie
More
Golden Line Linked in Pinterest
Inspired me!
Facebook
góra strony
zBLOGowani.pl