23styBez znajomych jesteś biedny
Bez znajomych jesteś biedny

Bez znajomych nic się nie zmienia. Znajomi są jak woda, która zasila koryto rzeki, którą jesteś. Jeśli nie masz znajomych - płyniesz tak szybko, jak silny jest Twój prąd. Im dłużej płyniesz, tym słabszy się stajesz. Sam wyznaczasz sobie drogę, ale też sam musisz sobie ją utorować. Brak znajomych zamula, spowalnia, myśli mętnieją, ponieważ cały czas poruszasz się w tym samym "stawie".  Znajomi dodają pędu, biegu, nowych możliwości. Płyniesz sobie, płyniesz, a tu nagle dopływa do Ciebie inna rzeka, z innym prądem, z inną energią, w innym kierunku, ale na tę chwilę się spotykacie. Każdy z Was daje coś od siebie i płyniecie dalej. Każdy w swoją stronę, bądź możecie dalej płynąć razem.

I tu jest ten ważny aspekt dawania i decydowania. Nowi znajomi to nowe możliwości.

Skąd wiesz, że tam za rogiem nie czeka coś ciekawego? Trudno przestudiować całą mapę przed podróżą, bo zanim wyruszysz warunki i tak się zmienią. Nowi znajomi to świeżość.

Oneonta Gorge, Oregon The Emerald Canyon- it has 4 waterfalls!

Pamiętam etap, w którym poznawanie nowych ludzi kojarzyło mi się z męką i straconym czasem. Te same, miałkie, płytkie rozmowy. O wszystkim, czyli o niczym. A jako dziecko uwielbiałam pytać, rozmawiać, przebywać z innymi. Uwielbiałam głębokie rozmowy o życiu. Zresztą, miałam życie, które bardzo temu sprzyjało. Potem brakło kompanów i na pewien długi czas zrezygnowałam z tego. Wolałam iść sama. Nie wychodziłam, nie integrowałam się. Nienawidziłam pracy w grupie. Ten etap miał (jak wszystkie w życiu) też swoje dobre strony. Zobaczyłam, ile rzeczy jestem w stanie zrobić sama. Z dziewczynki przerażonej życiem stałam się pewną siebie kobietą. Już wiedziałam, co lubię, a co nie. Na co jestem w stanie się zgodzić, a co odrzucam.

Potem przyszedł dzień, w wyniku którego dzięki spontanicznej rozmowie z dawno poznanym znajomym, z którym tak na prawdę nie miałam kontaktu - dostałam super świetną okazję zawodową. Ponieważ była zawodowa - skorzystałam. To było wyzwanie a wyzwania mnie bardzo kusiły. Nie wiedziałam, że to spotkanie, ta decyzja jest początkiem nitki z całego kłębka, która zaprowadzi mnie na zupełnie inny tor. Wtedy, zupełnie nieoczekiwanie zobaczyłam (doświadczyłam!) jak praca w grupie może być rozwijająca, budująca i mobilizująca! Byłam zachwycona. Później okazało się, że to była furtka do innego świata. Brakujący element układanki. Nowi ludzie, zupełnie inna atmosfera, otoczenie, któremu się chce (!), które nie narzeka i dla którego wszystko jest możliwe. Jakbym przekroczyła jakieś magiczne granice czegoś. Dosłownie coś się zamknęło i coś rozpoczęło.

A potem ktoś (w wyniku kolejnego nieplanowanego zdarzenia) powiedział mi, "ale wiesz, że to tylko na chwilę?" A ja odpowiedziałam "wiem" - szybciej niż pomyślałam. Bo dopiero, kiedy odpowiedziałam zaczęłam myśleć nad tą odpowiedzią. Jak to na chwilę? Ja z tymi ludźmi świat chciałam podbijać! Nas łączyła idea, charaktery, bogactwo różnic - wszystko! Jakim cudem miałoby się to skończyć?

❂ For all is like an ocean, all flows and connects; touch it in one place and it echoes at the other end of the world • Fyodor Dostoyevsky

No i skończyło się. Po pewnym czasie po prostu "umarło". Ale nie śmiercią tragiczną. Tak po prostu. Coś się ulotniło. Zrobiło się "za ciasno". Nauczyliśmy się od siebie maksymalnie dużo i nagle każdy zapragnął iść w swoją stronę. Bez żalu, bez zawodzenia płaczem i nie wiadomo czego.

Nasze rzeki połączyły się, "wymieszały" (świat wirował, energia huczała, tętniliśmy życiem i pomysłami) i przez dłuższy czas te rzeki płynęły w tym samym kierunku. Jednak później każde poszło w swoją stronę i każdemu było z tym dobrze. Nasze rzeki zasiliły się tym, co miały w sobie najlepsze i popłynęły dalej.

I tak dowiedziałam się, że wszystko jest nam dane na chwilę. Spotykamy ludzi, dajemy im coś z siebie, oni nam - i nigdy nie pozostajemy już tacy sami.

Etap "nie da się", "ludzie są beznadziejni", "wszyscy narzekają, nie mam sił ich słuchać" skończył się u mnie dawno. Otaczają mnie fantastyczni ludzie, którzy zasilają mnie coraz to nową energią. Jakbym znalazła się w zupełnie innym świecie i wiem, że tamten świat ("nic się nie da") dalej istnieje, ja nawet się w nim poruszam, ale to jest jakby za szklaną szybą i do mnie nie dociera. Ja widzę to, ale to na mnie w żaden sposób nie wpływa (a jeśli już to bardzo sporadycznie). Nie, nie przeszłam magicznej przemiany. Nie zapragnęłam nagle mieć setek znajomych. W życiu podejmowałam decyzje kierując się rozwojem drogi zawodowej a to wszystko, o czym dziś piszę, działo się obok. A że ja lubię uczyć się ze wszystkiego, co się u mnie w życiu dzieje - to choć poznałam setki fajnych ludzi - sens tego wszystkiego zrozumiałam dziś.

f909557b233bc3587e49232cc20eb592.jpg 637×960 pixels

Co Ci ludzie faktycznie zmienili w moim życiu? 

Poznałam kiedyś kobietę, dzięki której zobaczyłam, że kobieta może być silna, zaradna i mądra. Zapragnęłam taką być. Spotkanie z nią sprawiło, że zaczęłam oczekiwać w życiu więcej i iść pewnie przed siebie.
<przełom, zmiana biegu rzeki>

Poznałam później mężczyznę, który zafascynował mnie tym, jak można mieć "otwartą głowę". Jak pytać, by faktycznie zadać komuś pytanie a nie od razu sugerować odpowiedź. To on nauczył mnie, jak szukać poza standardowymi rozwiązaniami. To dzięki niemu zdecydowałam się na karierę naukową i dzięki jego naukom zobaczyłam, że to, co dla wielu jest niesamowicie trudne, żmudne i karkołomne może być bardzo proste i szybkie (i to bez rezygnowania z niezależności, którą tak strasznie cenię). Dzięki niemu stałam się samodzielna, potrafiąca bez problemu ogarnąć dodatkowe źródła dochodu, a także pełna nadziei, wierząca, że wszystko da się załatwić (!). W wyniku spotkania z nim (które to spotkanie trwa już kilka lat) zaczęłam podróżować, spotykać ludzi dużo mądrzejszych ode mnie i uczyć się od nich.

<przełom, zmiana biegu rzeki>

W międzyczasie była kobieta, która pokazała mi, że kobieta może w ogóle rozdawać karty i decydować o kierunku swojego losu. To było bardzo sprzeczne z tym, co znałam, ale dzięki temu też tak bardzo inspirujące. Wcześniej nie miałam takiego wzorca i nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że można taką być a w dodatku być szanowaną i cenioną. Zapragnęłam tego.

<przełom, zmiana biegu rzeki>

Time is like a river.

Był i chłopak, który nauczył mnie dwóch niezwykle cennych dla mnie rzeczy. Że życie może być zabawą (byłam zbyt poważna i zajęta parciem przed siebie, żeby wcześniej w ogóle o tym pomyśleć) i że pracując można się świetnie bawić (fenomen!). Uwielbiałam to, co robię, ale nigdy nie ubierałam tego w zabawę. On pokazał mi, że tak może być i jaka to frajda. Teraz bawię się tym, co robię. Druga ważna rzecz, jakiej się od niego nauczyłam to wyciąganie najlepszych strategii od innych i wprowadzanie ich u siebie. Już wcześniej to robiłam, ale zupełnie nieświadomie. Teraz ta wiedza nabrała zupełnie innego wymiaru.

<przełom, zmiana biegu rzeki>

Później pojawiła się dziewczyna, która pokazała mi magię kobiecości. Absolutnie nie znam drugiej takiej, która potrafi być tak kobieca, inteligentna, niezależna, wewnętrznie spójna, pewna siebie i do tego jeszcze czarująca, jak ona. Spotkanie z nią rozwaliło mnie na milion kawałków. Pokazało zupełnie inną stronę i strefę życia. Niesamowita lekcja. Na pewno najważniejsza w kwestii kobiecości.

<przełom, zmiana biegu rzeki>

Był też chłopak, który rozłożył mnie na łopatki "potęgą spokoju". Ja dynamiczna, żywiołowa, której wszędzie pełno - czerpię jedną z fantastyczniejszych lekcji nt. spokoju. Mogłabym powiedzieć "magik". Ile on potrafi zrobić, osiągnąć i jak bardzo wpłynąć na innych przez swoje opanowanie! Absolutnie rozwalił mi przekonanie "cichy=nudny". Już dawno nie spotkałam kogoś, z kim można tak mądrze pogadać i który tak fantastycznie potrafi skrytykować (w najcudowniejszym tego słowa znaczeniu). Chłonę od niego.

<przełom, zmiana biegu rzeki>

Był też i innych chłopak, który sprawił, że uwierzyłam, że facet potrafi być w tu i teraz, potrafi słuchać kobietę całym sobą, a także potrafi sprawić, że kobieta czuje się ważna i rozumiana (nawet, gdy ma najbardziej nieznośny czas) nie tracąc przy tym ani nic ze swojej męskości a w sumie to ją tylko wzmacniając. (Ps.Kiedyś wierzyłam, że aby czuć się bezpiecznie kobieta potrzebuje twardziela. Nic bardziej mylnego).

<przełom, zmiana biegu rzeki>

A wczoraj "poznałam" (znałam go już wcześniej, ale z zupełnie innej strony) chłopaka, który przedefiniował mi znaczenie słowa "odwaga". Rzucił pracę, by podążać za marzeniami, zwiedził ze swoją dziewczyną 14 krajów w 60 dni - autostopem. Tak, autostopem. Wydając mniej przez ten czas niż za życie przez 1 miesiąc w swoim mieście. Wspomnienia, doświadczenia i przemyślenia, jakie przywiózł - bezcenne. Słuchaliśmy go niemalże z otwartymi ustami.

<czuję, że będzie: przełom, zmiana biegu rzeki>

Don't float through life...

 Gdyby nie Ci wszyscy ludzie, których nie sposób tu wszystkich wymienić - moje życie absolutnie nie byłoby takie, jakie jest. A tak w ogóle to wychowałam się na wsi, tak malutkiej, że nawet na mapie ciężko znaleźć. W wakacje pracowałam... w polu, zwiedziłam... niech no pomyślę, muszę policzyć - stodołę u dziadka (ale bardzo dokładnie!) a moi rodzice chcieli, abym została rolnikiem (ale wykwalifikowanym!).

Dzięki tym ludziom zaczęłam wyjeżdżać - nie tylko do rodziny, zaczęłam pracować dla biznesu - ale wysyłając swoje oferty współpracy a nie CV, zdobyłam pierwszego klienta międzynarodowego, zorganizowałam ogólnopolskie badanie dot. mojej pasji - fryzjerstwa a wyniki przedstawiłam na międzynarodowej konferencji będąc jedynym w Polsce (jeśli nie na świecie!) fryzjerem-naukowcem.

Sama bym do tego nie doszła. Środowisko, w którym się wychowałam nie dało mi takich horyzontów myślowych, abym mogła po to sięgnąć, ponieważ oni sami nie wiedzieli o takich możliwościach (zresztą do dziś patrzą na to nieufnie). 

"Po nitce do kłębka" - mawiała babcia. Ale ta nitka jest metaforyczna. Tą nitką są ludzie. Im więcej nitek - tym więcej kłębków. A im bardziej poznasz to, co inne - tym bardziej prawdopodobne to się stanie.

Trudno zapragnąć coś, o czym nie masz pojęcia, że istnieje. Dla mnie każda niemal napotkana osoba to kolejne odkrycie, jak fantastyczne rzeczy można robić, na które bym nigdy nie wpadła. Nie miałam pomysłu na swoje życie. Ja byłam na studiach i zupełnie nie wiedziałam, co ja chcę zrobić ze sobą później. Nie było konkretnego planu - kolorowanki, do której trzeba użyć odpowiednich kredek i to cały trud w życiu. Ja zupełnie nie wiedziałam, co ma przedstawiać moja kolorowanka. Ale każda z napotkanych osób pokazywała mi nowe możliwości. Inne wzory, inne kolory, nawet inne strategie na malowanie.

Dlatego "life is about people", jak mawia moja Agnieszka a w życiu nie chodzi o sam cel, ale o podróż, która do niego prowadzi (dzięki Wojtek). Może dlatego z całego serca wierzę, że YOU CAN MORE.

Teraz jestem tutaj, ale gdzie będę za rok, 5, czy 10? Tego nie wie nikt. Ja sama decyduję na bieżąco. A pomagają mi w tym ludzie. Dzięki nim moje życie jest bogatsze. 

W tym wszystkim chodzi tylko o to, aby nie czekać. To staw czeka, aż ktoś go zasili swoją energią, dlatego zielenieje. Rzeka płynie sama.

 Losing a friendship is painful at any age. Losing it to deceit is even harder. You can only pray for that person and hope they can come to terms with it on their own.

A jak pokierowali Was ludzie, których Wy poznaliście na swojej drodze? Jestem bardzo ciekawa Waszych historii :)

powrót
Szukaj
Newsletter
Kategorie
More
Golden Line Linked in Pinterest
Inspired me!
Facebook
góra strony
zBLOGowani.pl